W
mitologii Irokezów trzy dobre duchy to duch kukurydzy, duch fasoli i duch dyni,
trzy siostry kochające się wzajemnie, urodzone z tej samej gleby i mieszkające
razem w spokoju i zgodzie. W ciche księżycowe noce można je zobaczyć
przemykające przez pole i usłyszeć ich głosy w szeleście wysokich łanów.
Duch kukurydzy nosi szatę z podłużnych zielonych liści i żółtych kit.
Duch fasoli ma wieniec z aksamitnych zielonych strąków na głowie. Duch dyni
stroi się we wspaniałe pomarańczowe kwiaty. Indianie urządzili na ich cześć
uroczystości i modlili się do nich nazywając je swoimi „żywicielkami i
dobrodziejkami”. W plemieniu Seneka rozpowszechniona była następująca
legenda o dwóch spośród tych ulubionych roślin.
Dawno,
dawno temu pewien mężczyzna wybrał się samotnie do puszczy na polowanie. Którejś
nocy, gdy rozbił obóz w polu, zbudziły go jakieś śpiewy i hałas bębnów.
Nie mogąc spać wstał i poszedł w kierunku, skąd dochodziły te odgłosy.
Z wielkim zdumieniem ujrzał ślady jak gdyby ludzkiej obecności. Po jednej
stronie wznosił się pagórek zarośnięty kukurydzą, po drugiej płożyły
się po ziemi ogromne liście i błyszczały wśród nich trzy dynie. Osobno na
uboczu rosły trzy źdźbła kukurydzy.
„Coś
to musi znaczyć” – rozmyślał myśliwy, ale nie potrafił rozwiązać
zagadki. Zaciekawiony i trochę niespokojny zajął się polowaniem, lecz
postanowił wrócić któregoś wieczora na to dziwne miejsce.
Nazajutrz
gdy spał w pobliżu, znów go zbudziły hałasy. Otworzywszy oczy, zobaczył
stojącego przy jego posłaniu człowieka. Gromada innych zbliżała się ku
jego obozowisku.
–
Strzeż się! – rzekł nieznajomy. – Wczorajszej nocy podpatrzyłeś
świętą tajemnicę. Zasłużyłeś na śmierć.
–
Nie! – odezwali się inni, zgromadzeni już wokół niego. Przebaczymy
mu i wtajemniczymy go w nasz sekret. Niech się dowie, do czego nam służy
kukurydza i dynia.
–
Kukurydza i dynia to potężny lek na wszelkie rany - powiedział ten, który
pierwszy zbudził myśliwego. – Pójdź ze mną, a ja cię nauczę, jak go
przyrządzać i stosować.
Zaprowadził
myśliwego na polankę, gdzie płonęło ognisko i rósł krzew wawrzynu, który
wyglądał, jakby zrobiony był z żelaza. Wokół ogniska tańczyli ludzie śpiewając
i potrząsając pustymi tykwami.
–
Co znaczy ten taniec waszego ludu? – spytał myśliwy.
Zamiast
odpowiedzieć, jeden z tancerzy rozżarzył w ogniu kij, dotknął nim policzka
myśliwego i przyłożył do rany jakiś lek. Rana natychmiast się zagoiła.
Drugi tancerz rozżarzonym w ogniu kijem uderzył myśliwego w prawą nogę, a
zaraz potem przyłożył lek. I ta rana zagoiła się prędko.
Demonstrując
przybyszowi moc swojego leku ludzie ci przez cały czas śpiewali, jak wyjaśnili,
„pieśń uzdrowienia”, której nauczyli myśliwego. Pokazali mu również,
jak się przyrządza lek.
Dopiero
zbierając się w powrotną drogę do wioski myśliwy zrozumiał, że istoty,
które w swoim śnie brał za ludzi, były w rzeczywistości zwierzętami
– niedźwiedziami, bobrami i lisami. Kiedy się obejrzał, wszystko
nagle zniknęło.
Po
powrocie do domu myśliwy postąpił dokładnie według wskazówek udzielonych
mu przez zwierzęta: ususzył kolbę kukurydzy i utłukł ją na drobny proszek.
Pokroił i roztarł dynię. Pamiętał, ile ma wziąć kukurydzy, a ile dyni, i
w jakiej ilości wody, zaczerpniętej z bystrego potoku, trzeba te składniki
rozrobić. Nie zapomniał, że wodę należy brać zawsze blisko źródła, a
nie z dolnego biegu strumienia.
Lek
przez niego przyrządzony okazał się bardzo skuteczny na wszelkie rany. I tak
przez wiele lat myśliwy pomagał wielu ludziom, przed śmiercią zaś
przygotował zapas leku wystarczający na sto z górą lat.
W
ten sposób Indianie z plemienia Seneka dostali swój potężny lek. Co roku w
porze, gdy jelenie zmieniają sierść, Senekowie przyrządzają maść z
kukurydzy i dyni śpiewając przy tym pieśń, którą myśliwy usłyszał w
swoim niezwykłym śnie. Przykładając lek do rany trzeba śpiewać i grzechotać
tykwami.
Indianie rzucają też w ogień tytoń, bo spalanie tytoniu równa się modlitwie.
Przedruk za: Clark Ella Elizabeth: „Legendy Indian kanadyjskich”; Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1982 r.